Terapeutyczna półeczka – „Słup soli” Elżbieta Zubrzycka

IMG_8189

Pamiętacie Wasze czas szkolne? Czy w Waszym otoczeniu były osoby, które dręczyły słabszych, a Wy wielokrotnie widząc takie sytuacje nie wiedzieliście, jak zareagować? Jestem przekonana, że podobnie jak ja na oba pytania odpowiedzieliście twierdząco.

Dziś takie zjawisko nazywamy znęcaniem (ang. Bullying) i traktujemy jako formę przemocy rówieśniczej. Choć ciężko jest stwierdzić, czy zjawisko to stało się współcześnie bardziej powszechne niż za naszych czasów, ale z pewnością jest ono coraz częściej nagłaśniane, dzięki czemu wzrasta uważność rodziców na niepokojące zachowania ich dzieci.

Rozpoczęcie rozmowy z dzieckiem na temat problemu znęcania się w szkole wymaga odpowiedniego podejścia. Ze względu na obawy i nieprzyjemne emocje towarzyszące dzieciom w takich sytuacjach, zadanie pytania wprost może nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Dlatego też podsyłam Wam papierowego „pomagacza” z serii publikacji „Bezpieczne dziecko” wydawanych przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Książka „Słup soli” opowiada historię szkolnego dręczyciela Guza i jego świty, który znęca się nad nowym uczniem w szkole oraz grupy innych uczniów, którzy z obawy przed konsekwencją nie podejmują żadnych reakcji. Ta niedługa, bogato ilustrowana książeczka daje możliwość wczucia się w sytuację każdej z prezentowanych stron – sprawcy, ofiary, a przede wszystkim świadka przemocy. Sposób w jaki bohaterowie uporali się z Guzem, bez używania przemocy, może być inspiracją dla Waszych dzieci.

IMG_8190

To kolejne cenne opowiadanie, które może wesprzeć Was w podejmowaniu rozmowy na trudne tematy. Po jej przeczytaniu warto porozmawiać z dzieckiem i odnosząc się do zachowania konkretnych bohaterów podpytać o to, czy kiedykolwiek było w podobnej sytuacji.

IMG_8191

Serdecznie zachęcam do wspólnej lektury.

Mama Terapeutka

Reklamy

Kierunek: samodzielność dzieci

parents-and-children-1699502_1280

Odkąd sama zostałam Mamą, wielokrotnie na własnej skórze doświadczam tego, jak trudno odnaleźć się wśród natłoku informacji przekazywanych rodzicom przez różnych specjalistów. Pracując z rodzicami często zadawałam sobie pytanie, jak to jest możliwe, że pomimo mocno rozwiniętej świadomości i posiadanej przez nich wiedzy, tak trudno jest im zastosować to w praktyce? Teraz mogłabym śmiało przybić sobie z nimi „piątkę”.

Kluczem jest znalezienie, odwiecznie doskonałego, złotego środka, czyli dopasowanie ogólnych zaleceń nagłaśnianych przez specjalistów do naszej indywidualnej sytuacji. Nie jest to łatwe, ale możliwe. Świadomość problemu, z którym się zmagamy, będzie naszym największym sprzymierzeńcem w tych poszukiwaniach.

Idealnym przykładem problemu, który dla wielu rodziców jest oczywisty, ale koszmarnie trudny do rozwiązania, jest niesamodzielność dzieci.

Zdecydowana większość rodziców pragnie, aby ich dzieci wyrosły na odpowiedzialnych i zaradnych dorosłych. Choć wiemy o tym, że nie powinniśmy ich wyręczać lecz każdego dnia stwarzać sytuacje, w których same będą mogły podjąć decyzję, to i tak przychodzi w końcu moment, kiedy z braku czasu lub cierpliwości bierzemy sprawy we własne ręce. Rzeczywistość, w której żyjemy, wcale nam tego nie ułatwia. Nie dalej niż wczoraj, zaprzyjaźniona Mama podała mi wspaniały na to dowód – e – dzienniki.

Odpowiedzialność za siebie w dużej mierze polega na dbaniu o własne sprawy, wykonywane obowiązki i  ponoszenie konsekwencji własnych błędów. Dawniej dzieci musiały zapisywać w zeszytach co mają zadane, jakie przybory mają przynieść na kolejną lekcję plastyki i na kiedy przygotować przebranie na bal karnawałowy. Dziś tego typu informacje umieszczane są przede wszystkim w e-dzienniku, a co za tym idzie, odpowiedzialność za wykonanie tych zadań i dopilnowanie terminów spływa na rodziców, głównych adresatów e-dziennikowych treści. Z jednej strony można powiedzieć – super! Tego w dużej mierze pragniemy jako opiekunowie – mieć stale rękę na pulsie, by zareagować na czas. Z drugiej strony, nasuwa się refleksja, do czego może w przyszłości doprowadzić nasze dzieci odbarczenie ich z obowiązku zapamiętania, że na kolejną lekcję techniki muszą przynieść kawałek kolorowego filcu?

Jeżeli należysz do grona rodziców, którzy mają trudność w przekazywaniu odpowiedzialności swoim dzieciom, z pewnością doświadczyłeś/aś sytuacji, kiedy Twoje dziecko ze złością i nieukrywaną pretensją w głosie, wykrzyczało Ci prosto w twarz zdania typu: „Dlaczego mi tego nie dałaś?”, „Przez Ciebie byłem nieprzygotowany”, „Zapomniałaś, że mam jutro przedstawienie?”… Usłyszenie takich słów to jeszcze pół biedy. Najgorsze jest to, jakie uczucia zostają w nas, kiedy coś takiego usłyszymy. Jeśli wśród swoich rodzicielskich wspomnień masz podobne zdarzenie, przypomnij je sobie teraz. Odtwórz je dokładnie w pamięci i przywołaj emocje, które Ci wówczas towarzyszyły. Wielu rodziców w takich momentach czuje się winnych. Zaczynają wyrzucać sobie swoją niedbałość, roztargnienie, brak organizacji. Co więcej, kiedy zaczną schodzić w dół tej olbrzymiej lodowej góry negatywnych myśli, dodadzą sobie w duchu, jak okropnymi są rodzicami i zaczną przejmować się tym, co pomyślą o nich inni.

Tymczasem, kiedy przeanalizujemy tego typu sytuacje z emocjonalnym dystansem, łatwo możemy dojść do wniosku, że to nie my powinniśmy ponosić odpowiedzialność za zapominalstwo naszych dzieci, tak samo jak one nie muszą ponosić odpowiedzialności za nasze niepowodzenia w pracy. Warto natomiast uderzyć się pierś i przyznać przed samym sobą, że to MY ich tego nauczyliśmy i z tego powinniśmy wyciągnąć wnioski.

Jak więc sprawić, by nasze dzieci były bardziej samodzielne i odpowiedzialne?

  1. Zacznijmy od siebie! Przeanalizuj swoje zachowania względem nich. Zastanów się, czy zadajesz dziecku pytania typu: „Spakowałeś wszystko?”, „Wzięłaś drugie śniadanie”, a później i tak sprawdzasz plecak i pakujesz leżącą na kuchennym blacie śniadaniówkę? Nie tędy droga!
  2. Daj dziecku ponieść porażkę! Każdy dorosły wie, że życie nie jest usłane różami. Dlaczego Twoje dziecko ma w przyszłości nie posiadać takiej wiedzy? Jeśli zapomniał zeszytu lub drugiego śniadania, niech poniesie tego konsekwencje. W ciągu 6 godzin nie umrze z głodu, a nauczyciel, co najwyżej wstawi mu ocenę niedostateczną. Z pewnością nie będzie to miłe doświadczenie, ale za to może być bardzo pouczające.
  3. Nie przypisuj sobie porażki swoich dzieci! Oczywiście każdy kochający rodzic będzie zawsze reagował na niepowodzenie swoich szkrabów. Ważne jest jednak, jak zareagujesz. Przede wszystkim nie przepraszaj ich za to, ale też nie wypowiadajmy triumfalnego „A nie mówiłam?”. Okaż zrozumienie mówiąc np. „Domyślam, że była to dla Ciebie niefajna sytuacja. Masz jakiś pomysł co można teraz z tym zrobić?”.
  4. Pamiętaj – przekazując dziecku odpowiedzialność, wzmacniasz jego poczucie własnej wartości! Każdy z nas pamięta z własnego dzieciństwa, jak cudowne uczucia towarzyszyły nam, kiedy dorośli pozwalali nam zrobić coś samodzielnie – wykroić ciasto na pierogi, przykręcić śrubkę przy rowerze, czy wybrać ubranie na przyjęcie urodzinowe. Dając dziecku okazję do podejmowania decyzji i akceptując je bez względu na to, czy odniesie sukces czy poniesie porażkę pokazujesz mu, że jest wartościowym człowiekiem.
  5. Towarzysz, ale nie wyręczaj! Jeśli Twoje dziecko ma problem z organizacją, wesprzyj go w tym. Stwórzcie terminarz obowiązków i wyróbcie nawyk korzystania z niego. Nie narzucaj swoich pomysłów, lecz zostaw dziecku wolną rękę. Będzie Ci znacznie łatwiej jeśli sami prowadzisz własny kalendarz i Twoje dziecko będzie miało okazję podejrzeć stasowane przez Ciebie sposoby na lepszą organizację. To samo dotyczy każdego innego zajęcia, w którym Twoje dziecko ma okazję wykazać się własną inicjatywą i samodzielnością.

Wracając jeszcze na koniec do wspominanego na wstępie złotego środka, chciałabym dać Wam małą wskazówkę, zarówno jako Mama, jak i psycholog – nie bądźcie dla siebie zbyt surowi. Okażcie sobie zrozumienie, zaakceptujcie swoją niedoskonałość i pomyślcie o sobie ciepło, koncentrując się bardziej na swoich bogactwach, a nie na deficytach.

Jesteś najlepszym rodzicem dla swojego dziecka, dlatego dbaj o siebie, bo nikt nie zrobi tego lepiej niż Ty.

Wierzę w nas 🙂

Mama Terapeutka

Foto: Pixabay

Kobieca tajna broń – rozmowa z Martą Płotkowską brafitterką z Salonu Bielizny Ebras

1518078227583730

Mama Terapeutka: W ostatnim czasie wiele znanych osób zachęca kobiety do odwiedzenia salonów brafittingu. W czym właściwie może nam pomóc spotkanie z brafitterką?

Marta Płotkowska: Zawsze wychodzę z założenia, że im więcej kobiet będzie uświadomionych co do tego, jaki rozmiar powinny nosić i jak powinien leżeć dobrze dobrany biustonosz tym lepiej. Dzięki temu będzie wygodniej i zdrowiej. Brafitterka pomoże znaleźć najlepsze rozwiązanie dla naszego biustu, czyli połączyć to co nam się podoba z komfortem noszenia. Chętnie nauczy Panie, jak powinny prawidłowo układać piersi w biustonoszu i czego możemy od stanika oczekiwać.

MT: Jak wygląda spotkanie z brafitterką? Czy trzeba się do niego jakoś specjalnie przygotować?

MP: Nie trzeba się przygotowywać, wystarczy zarezerwować sobie po prostu trochę czasu. Najczęściej wygląda to tak, że mierzymy Panią centymetrem i wstępnie ustalamy rozmiar. Następnie określamy, jakie są potrzeby i oczekiwania Klientki i wybieramy odpowiednie modele, a potem przymierzamy. Brafitterka jest zawsze „pod ręką”, podpowie co można poprawić, wyreguluje ramiączka, ale decydujący głos ma zawsze klientka, bo to ona będzie w nim chodzić cały dzień.

MT: Jako Mama karmiąca piersią zdaje sobie sprawę, że mój biust w tej chwili odbiega od normalności i stale podlega zmianom. Czy to jest dobry moment na konsultację z brafitterką?

MP: Każdy moment jest dobry! Ciało kobiety zmienia się cały czas. Ważne jest, aby stanik też odpowiadał na zmiany naszego rozmiaru. Noszenie zarówno za dużego, jak i za małego biustonosza wpływa nie tylko na wygląd całej sylwetki czy nasz komfort psychiczny, ale oddziałuje również na spadek kondycji, czy nawet deformację biustu. Konsultacje z brafitterką są zalecane co najmniej dwa razy w roku, bo dobre wsparcie jest nam zawsze potrzebne. A wracając do staników do karmienia, to jest ich spory wybór na rynku, mają one różne konstrukcje i w różny sposób układają biust. Są funkcjonalne, wygodne i dobrze znoszą zmiany rozmiarów w ciągu doby a jednocześnie, nie tracą wiele na urodzie.

MT: Osobiście wierzę, że to jak wyglądamy i co nosimy ma ogromny wpływ na nasze samopoczucie. Odkąd jestem Mamą i więcej czasu spędzam w domu, staram się wykorzystywać tę zasadę każdego dnia. Odwołując się do Twoich bogatych zawodowych doświadczeń powiedz, jak odpowiednio dobrana bielizna może wpłynąć na poprawę naszego zdrowia i nastroju?

MP: Warto pamiętać, że w dobrze dobranym staniku czujemy się po prostu pewnie, bo nic nam się nie przesuwa, nie wyskoczy, obwód nie podjeżdża na plecach. Co więcej, odpowiednio dobrana bielizna sprawia, że dobrze układają się ubrania, sylwetka staje się wyprostowana i ma właściwe proporcje. Często Panie są zaskoczone, że kiedy biust jest „piętro wyżej” dzięki właściwemu biustonoszowi, nareszcie widać ich talię.

MT: Brzmi bardzo zachęcająco! Marta powiedz jeszcze na zakończenie, co przygotowałaś dla Uczestniczek warsztatów „Ja kobieta (nie)idealna”, które odbędą się w najbliższą niedzielę 11 lutego w szczecińskim Hotelu Novotel?

MP: Przede wszystkim pokażę, jak powinien leżeć idealny stanik. Przekażę też bony zniżkowe 10% na zakupu w naszym salonie znajdującym się na Placu Żołnierza 17 w Szczecinie oraz garść ważnych informacji o tym, że profilaktyka zaczyna się od stanika. Będzie można na żywo zobaczyć kilkanaście różnych modeli staników, w tym tych do zadań specjalnych, czyli np. do karmienia, sportowych i straplessów. Zapraszam serdecznie!

MT: Dziękuję Ci pięknie za rozmowę i do zobaczenia w niedzielę.

 

Mama Terapeutka serdecznie poleca profil na Facebook’u Salonu Bielizny Ebras: https://www.facebook.com/ebraspl oraz stronę internetową: http://www.ebras.pl/

Smaczna strona mocy – o diecie dla aktywnych Mam opowiada dietetyczka FitMed Eliza Gosławska

1517838109851059

 

Mama Terapeutka: Jako Mama doskonale wiesz, jak wyczerpująca potrafi być opieka na niemowlakiem – ograniczona ilość snu, duża ilość wysiłku fizycznego, konieczność ciągłej koncentracji na naszych pociechach. Czego nie powinno zabraknąć w naszej diecie, aby wzmocnić się w tym czasie?

Eliza Gosławska: Wiem, jak ciężko zadbać o siebie, gdy cały nasz świat kręci się wokół tej maleńkiej istoty. Ale pamiętajmy, że nasza opieka nad dzieckiem będzie bardziej efektywna, gdy uzupełnimy w naszej diecie brakujące składniki. Podstawą, jak w każdym przypadku, jest nawodnienie. Najlepiej ograniczyć ilość kawy i herbaty na rzecz wody mineralnej. Następnie zwróćmy uwagę, czy spożywamy kilka porcji warzyw dziennie. Antyoksydanty i składniki mineralne pozwolą nam uzyskać więcej energii.

Gdy mało śpimy i jesteśmy narażone na stres, zwiększa się zapotrzebowanie na magnez i witaminy z grupy B. Znajdziemy je w takich produktach jak: kasza jaglana i gryczana, płatki owsiane, soczewica, orzechy, pestki, mięso, ryby, sery, jaja. Dobrym źródłem magnezu jest także woda mineralna. Cynk również wpływa korzystnie na funkcjonowanie układu nerwowego, ponadto wzmacnia odporność i jest potrzebny naszej tarczycy. Bogate w cynk są: wołowina, baranina, drób, owoce morza, jaja, kasze, orzechy, pestki i warzywa strączkowe.

Kolejny ważny składnik, zwłaszcza teraz, w okresie zimowym to witamina D3. Ma ona działanie przeciwdepresyjne, jest ważna dla gospodarki hormonalnej i wspiera odporność organizmu. Bardzo ciężko dostarczyć ją z pożywienia, dlatego zalecana jest suplementacja. Aby ustalić odpowiednią dawkę, najlepiej wybrać się do laboratorium i sprawdzić jej poziom we krwi.

Przy okazji warto jeszcze wykonać morfologię i poziom ferrytyny, które pokażą nam jakie są zapasy żelaza w organizmie. Z doświadczenia wiem, że anemia dotyczy sporej części kobiet, zwłaszcza po ciąży i w okresie laktacji. Niski poziom żelaza będzie skutkował ciągłym zmęczeniem i apatią, a poważny deficyt może prowadzić do niedoczynności tarczycy. Produkty bogate w żelazo (wołowina, żółtka jaj, mięso indyka, podroby, kasza gryczana, warzywa strączkowe) warto łączyć z witaminą C (np. natka pietruszki, kapusta, papryka, por), dzięki czemu polepszymy wchłanianie tego pierwiastka. Warto też pić sok z buraka, który obfituje w foliany.

Na koniec jeszcze jeden ważny składnik, którego niedobór jest powszechny – nienasycone kwasy tłuszczowe omega-3, a konkretniej EPA i DHA. Są ważne m.in. dla naszego mózgu, serca, naczyń krwionośnych i działają przeciwzapalnie. Tłuszcze te znajdziemy w tranie, rybach morskich i owocach morza (śledź, makrela, szprot, sardynka, kryl arktyczny), jednak podobnie jak w przypadku witaminy D3, ciężko uzupełnić niedobory z samej diety. Spośród tłuszczów roślinnych warto spożywać dodatkowo: orzechy włoskie, siemię lniane, migdały, awokado, a do surówek dodawać olej rydzowy, olej z wiesiołka lub oliwę z oliwek.

MT: Przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie swojego dnia bez słodyczy. Z drugiej strony, nie chcę karmić się wyłącznie gotowymi łakociami, bo wiem że nie wpływa to dobrze na moje samopoczucie, wygląd i zdrowie. Czym aktywna Mama może zastąpić słodycze ze sklepowej półki?

EG: Rzeczywiście, kombinacja cukru i rafinowanych tłuszczów, które znajdują się w większości sklepowych słodyczy, niezbyt dobrze wpływa na nasz organizm, a co gorsza, łatwo się od nich uzależnić. Ale oczywiście nie trzeba popadać w skrajności. Starajmy się w ok. 90 % spożywać produkty, które nam służą, a od czasu do czasu pozwólmy sobie na mniej zdrowe przyjemności. Próbujmy wykształcić w sobie nawyk, że słodycze są „od święta”, a nie codziennie.

Jeśli chodzi o zdrowsze zamienniki – mogą to być owoce lub orzechy. Pamiętajmy jednak, że bakalie to również spora dawka kalorii, więc nie można się nimi objadać bez umiaru. Czasami apetyt na słodkie pomoże nam zaspokoić smoothie owocowe bądź pudding chia na mleku kokosowym. Zamiast czekolady mlecznej, wybierajmy czekoladę gorzką 90 % kakao. Możemy zrobić własną domową chałwę – wystarczy zmielić sezam w młynku, ewentualnie skorzystać z gotowej pasty tahini, wymieszać z miodem, orzechami lub kakao.

W kwestii wypieków mamy ogromne pole do popisu – można upiec pyszne i zdrowe ciasta, ciasteczka, tarty, czy też muffiny, np. brownie z fasoli, z buraka, z cukinii, ciasto marchewkowe, tarta z mąki kokosowej. Rafinowany cukier możemy zastąpić np. bananami, daktylami, ksylitolem lub erytrytolem. Kolejna propozycja to słynne kulki mocy np. z wiórków kokosowych i daktyli, czy też z kaszy jaglanej, albo czekoladowy krem z awokado. Zapraszam na blogi: zdrowapasja.blogspot.com oraz blog.fitmed.net.pl. Znajdziecie tam wiele takich przepisów 😊

MT: Wiadomo, że w życiu aktywnej Mamy czas odgrywa niezwykle ważną rolę. Czy mogłabyś podać jakieś propozycje zdrowych, łatwych do zabrania, pożywnych i przede wszystkim smacznych przekąsek dla zabieganych Mam?

EG: Polecam naleśniki pod różną postacią. Ja najczęściej przyrządzam je z mąki gryczanej, owsianej i ryżowej, lub w wersji niskowęglowodanowej – z babki jajowatej. Mogą być zarówno na słodko np. z musem owocowym lub masłem orzechowym, bądź w wersji wytrawnej jako wrap z mięsem i warzywami. Dobrze sprawdzą się też placki np. marchewkowo-selerowe, z cukinii lub z kalafiora.

Przekąska w wersji „fit” to słupki z warzyw marchew, papryka, seler naciowy z hummusem lub pastą z awokado. Na szybko można też przyrządzić sałatkę – 2 garście sałaty lub kapusta pekińska plus inne ulubione warzywa, gotowane jajo, kawałeczki sera, łyżka pestek lub orzechów, łyżka oliwy, zioła i sok z cytryny do smaku.

Coś, co łatwo zabrać ze sobą na dwór to suszone plasterki warzyw lub owoców, można kupić takie gotowe „chipsy” w sklepach, albo samodzielnie zrobione chrupiące chipsy z jarmużu. Jeśli bardzo nam się spieszy, w biegu można zabrać po prostu owoc, garść orzechów, ale uwaga, nie prażonych, albo kabanosy o dobrym składzie i do tego np. ogórka kiszonego. Jeśli dysponujemy czasem, by przygotować sobie coś na wyjście, zachęcam do wypróbowania domowej roboty krakersów z makiem z mojego przepisu, który znajduje się na zdrowapasja.blogspot.com.

MT: Eliza, bardzo ci dziękuję za te informacje. Sama z przyjemnością z nich skorzystam. Na zakończenie chciałam Cię jeszcze zapytać, co przygotowałaś dla uczestniczek drugiej edycji warsztatów „Ja kobieta (nie)idelana”, które odbędą się już w najbliższą niedzielę 11 lutego w Hotelu Novotel?

EG: Każda z Pań będzie mogła skorzystać z darmowej analizy składu masy ciała. W czasie indywidualnych konsultacji będzie można również dowiedzieć się, jak wygląda współpraca z dietetykiem, jak bezpiecznie się odchudzać i dlaczego nie zawsze nam się to udaje na własną rękę, jakich błędów nie popełniać podczas redukcji masy ciała, jak dobierać suplementację i czy każdemu jest ona potrzebna. To tylko kilka z proponowanych zagadnień. Każda uczestniczka będzie mogła zadać nurtujące ją pytania, do czego gorąco zachęcam.

MT: Zatem do zobaczenia na niedzielnych warsztatach.

EG: Zapraszam serdecznie!

Mama Terapeutka serdecznie poleca profil na Facebook’u gabinetu dietetyki Elizy Gosławskiej: https://www.facebook.com/FitMedSzczecin/?fref=ts oraz bloga z kulinarnymi inspiracjami dla Dużych i Małych: http://zdrowapasja.blogspot.com/

Terapeutyczna półeczka – „Niebieska Niedźwiedzica” Joanna M. Chmielewska

IMG_7899

Żyjemy w świecie różnorodności i pisząc to nie mam wyłącznie na myśli wielości narodowości, czy religii, ale również mnogość światopoglądów, zwyczajów, pasji, pomysłów na realizację siebie… Dzieci, jak nikt inny potrafią dostrzec inność wokół siebie i w przeciwieństwie do dorosłych, są w stanie o nią pytać, bez zbędnego skrępowania, za to ze szczerym zainteresowaniem i szacunkiem. To, w jaki sposób my odpowiadamy na tę dziecięcą szczerość, wpływa na budowany przez nich obraz świata. Dlatego w dużej mierze to od nas – dorosłych zależy, czy nasze pociechy będą w przyszłości otwarte na zmiany w swoim otoczeniu i każdą nieprzeciętność odczytają jako wyjątkowość, wartą bliższego poznania.

Zachęcając Was do rozmów o tolerancji, gorąco polecam Wam bajkę „Niebieska Niedźwiedzica”, autorstwa Joanny M. Chmielewskiej. Ta pięknie wydana opowieść zabierze Was i Wasze Skarby do królestwa niezwykle emocjonalnych niedźwiedzi. Główną bohaterką książki jest Azul – śliczna mała niedźwiedziczka, oczko w głowie swoich rodziców, którą wyróżnia spośród innych niedźwiedzi puszyste, niebieskie futerko.

IMG_7900

Autorka tekstu wplotła w historię niedźwiedzicy wiele różnych postaci i związanych z nimi ważnych wątków, takich jak konsekwencje zaślepienia władzą, czy braku wsparcia najbliższego otoczenia. Dzięki temu czytanie „Niebieskiej Niedźwiedzicy” staje się niezwykle pouczającą lekturą dla małych i dużych czytelników, która skłania do refleksji na trudne tematy i wzbudza skrajnie różne uczucia. To co ubogaca prezentowaną książkę są piękne ilustracje oraz duża i czytelna czcionka, która może być zachętą dla dzieci do samodzielnego czytania.

Chcąc wspierać rozwój naszych maluchów, zawsze warto im wyjaśniać, że tolerancyjność to niezwykle cenny zasób, który w miarę upływu lat będzie pomagał im otwierać się na nowe, poszerzać horyzonty, odnajdywać się w każdym miejscu i w każdym towarzystwie, a co za tym idzie, pozwoli innym czuć się dobrze w ich obecnosci. Czasami warto spróbować popatrzeć na otaczający świat oczami naszych dzieci i zobaczyć, że „inność” zawsze może ustąpić miejsca „wyjątkowości”. Jestem przekonana, że prezentowana książka bardzo Wam to ułatwi.

Miłego, rodzinnego czytania!

Mama Terapeutka

Moja zwycięska walka z obniżonym nastrojem

26610223_1697676210289247_348742617_o

Mogę śmiało powiedzieć, że czas około – noworoczny był dla mnie jak koszmar na jawie. Długo zastanawiałam się nad tym, czy podzielić się z Wami tym momentem swojego niechlubnego kryzysu. Jednak po długiej walce ze sobą stwierdziłam, że to zrobię, z nadzieją, że być może moje doświadczenia pomogą innej Mamie, która przeżywa to samo.

Jak już wiecie Lilia była, jest i będzie moim spełnionym marzeniem. Czekaliśmy na nią 4 niełatwe lata, w czasie których przeszłam dziesiątki nieprzyjemnych badań, zrobiłam setki testów ciążowych i opłakałam każdy negatywny wynik. Byłam przekonana, że kiedy w naszej rodzinie pojawi się dziecko wszystko się odmieni, a moje poczucie spełnienia wypełni radością każdy dzień naszego nowego życia.

I w końcu stało się. Po długich przygotowaniach i trudnym starcie, w końcu dotarłyśmy do domu, aby uczyć się siebie i przystosowywać rzeczywistość do naszych potrzeb, możliwości i pragnień. Było cudnie! Łapałam każdy najdrobniejszy moment i cieszyłam się odkrywając nieznane mi wcześniej uczucia. Jednak kiedy złapałyśmy już wspólny rytm, poznałyśmy siebie i moja uwaga w końcu przekierowała się na mnie samą, poczułam jak zalewa mnie ogromny smutek.

Moją głowę wypełniały setki pytań, na które nie potrafiłam sobie odpowiedzieć. Codzienność zaczęła mnie przytłaczać. Czułam się jak bohater filmu „Dzień Świstaka”, który budzi się każdego ranka i przeżywa ciągle ten sam dzień na nowo. To samo otoczenie, brak ludzi dookoła, karmienie, przebieranie, usypianie i tak w kółko. Codziennie to samo… I do tego jeszcze te krążące po głowie „dobre rady” i pogrążające mnie jeszcze bardziej pytania typu: „co się z Tobą dzieje?”,  „przecież masz to, czego pragnęłaś” „powinnaś się cieszyć tym okresem”, „to już nigdy nie wróci”, „nie możesz być taka sfrustrowana, bo wszystko przechodzi na dziecko”, „jesteś nie do zniesienia!”… Okropność! Momentami miałam ochotę wyjść z domu, biec przed siebie po zalanych deszczem ulicach i krzyczeć ile sił w płucach.

Moja psychologiczna wiedza na początku niestety nie ułatwiała mi życia. Przed oczami widziałam tylko kryteria diagnostyczne, które mogłam sobie po kolei odhaczać, jak listę przedświątecznych zakupów. Moje myśli były jak rwąca rzeka, która ciągnęła mnie w sam środek czarnej dziury. Opłakiwałam wszystko: że inni realizują moje marzenia, że straciłam kontrolę nad własnym życiem, że rzeczy, które sprawiały mi wcześniej przyjemność teraz stały się dodatkowym obowiązkiem, że całymi dniami jesteśmy z Lilą same, że muszę być odpowiedzialna i ciągle w swoich planach robić dwa kroki do przodu, że nie mam sił… Istny obłęd! Jestem przekonana, że gdyby nie Lilka i matczyna odpowiedzialność, pewnie siedziałabym godzinami w ciemnym pokoju, pod kołdrą, zalewając się łzami. Z jednej strony czułam, że mam prawo do chwili słabości, a z drugiej strony zżerało mnie poczucie winy i strach, że spotkało to właśnie mnie, o ironio – MAMĘ TERAPEUTKĘ!

W końcu jednak powiedziałam sobie dość. Wiedziałam, że im bardziej będę nakręcać tę spiralę frustracji, to coraz trudniej będzie mi się podnieść. Choć moje ciało odmawiało współpracy, a w głowie wciąż piętrzyły się nieprzyjemne myśli wiedziałam, że muszę zacząć o tym rozmawiać i działać. I tak też zrobiłam.

Zaczęłam dość banalnie – ubrałam się w ładną sukienkę i zrobiłam sobie makijaż, żeby patrząc w lustro zobaczyć w pierwszej kolejności zadbaną kobietę, a nie tylko podkrążone od płaczu oczy. Później zaczęłam mówić. Najbardziej pomocne okazały się rozmowy z zaprzyjaźnionymi Mamami, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie tylko ja miałam okazję podtapiać się w tej rwącej rzece negatywnych myśli. Później zabrałam się za porządkowanie spraw, które wisiały nade mną już od dłuższego czasu. Przeanalizowałam, czego brakuje mi najbardziej i wymyśliłam, jak mogłabym wypełnić te luki z Lilą na rękach. Myślą przewodnią w snuciu tych planów było zdanie „zmieniaj otoczenie!”. Wiem, że łatwo nie będzie bo każde wyjście z Lilcią wymaga ode mnie opracowania skomplikowanego planu logistycznego, ale to jedyny sposób żeby zapewnić sobie towarzystwo innych osób i sprawić, by upływ czasu przyniósł choć odrobinę przyjemności. A gdy przygnębienie znowu wyciągało po mnie swoje paskudne łapska, bombardowałam je myślami o tym, jak wiele mam, jaki wiele osiągnęłam i ile jeszcze przede mną.

Choć daleko mi jeszcze do stanu „fajności”, to z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że jest już dobrze. Dzięki temu, co ostatnio przeżyłam i co jeszcze pewnie nie raz będzie do mnie wracać, mam poczucie, że przekroczyłam kolejny poziom macierzyńskiego wtajemniczenia. W końcu teoria zmierzyła się z codziennością. Zawsze wiedziałam, że wejście w rolę Mamy jest związane z pewnymi ograniczeniami, z którymi po prostu trzeba będzie się pogodzić. Nie miałam jednak pojęcia o tym, jak trudny i bolesny może być ten proces „godzenia”.

Teraz jestem bogatsza o nowe doświadczenia, spostrzeżenia i przeżycia. Nie podejrzewałam, że macierzyństwo będzie tak złożoną i emocjonującą przygodą, a przecież to dopiero początek… Gdybyście jednak zadali mi jedno z moich ulubionych terapeutycznych pytań, z cyklu: „Gdybyś mogła cofnąć czas, to co byś zrobiła inaczej?” odpowiedziałabym: „NIC!”. Wierzę bowiem, że było mi to potrzebne żeby oficjalnie pożegnać się z dawnym życiem, w którym mogłam skupić się wyłącznie na realizacji siebie i powitać nowy etap, w którym wszystko mogę pomnażać poprzez dzielenie – czas, satysfakcję, szczęście, miłość…

Z wytęsknionym uczuciem lekkości, posyłam Wam dużo ciepła!

Mama Terapeutka

Zainspirowani Dobrem odc. 3 – o projekcie „Papierowa Rewolucja” oraz motywacji do pomagania opowiada Martyna Fibich i Mikołaj Szularz

1513603347405902

Mama Terapeutka: Kochani, skąd wziął się pomysł na „Papierową Rewolucję” i na czym polega Wasza inicjatywa?

Martyna Fibich: Papierowa Rewolucja narodziła się z własnego problemu. Zastanawialiśmy się, co zrobić z kilogramami papieru, który zostanie nam po zdaniu matury. Jasne było, że nie tylko my mamy taki dylemat. Stąd pomysł na zbiórkę makulatury. Cel prawie od razu był jasny! Wymienimy stare, zapisane zeszyty na nowe, które posłużą kolejnym uczniom. W akcję włączyły się szkoły, instytucje kulturalne, a nawet firmy! Strzał w dziesiątkę! Na terenie Szczecina przekazaliśmy trzydziestu uczniom w trudnej sytuacji materialnej plecaki z pełnym szkolnym wyposażeniem, a w Krakowie 30 wyprawek już niedługo dotrze do Akademii Przyszłości.

MT: Organizujecie teraz akcję przedświąteczną, powiedzcie kilka słów na ten temat.


Mikołaj Szularz: Zbiórkę planowaliśmy wznowić dopiero przed następnymi wakacjami, jednak Szczecinianie wciąż dopytywali o to, czy nadal mogą przekazywać nam makulaturę. Dużą rolę odegrało też I Liceum Ogólnokształcące, które zapowiedziało, że zaczyna już zbiórkę na przyszły rok. Pomyśleliśmy, że takiej werwy do pomocy nie można zmarnować, zwłaszcza w przedświątecznym okresie, który w wielu domach oznacza generalne porządki. Teraz Szczecinianie mogą przywozić makulaturę do tej szkoły, a nasz „markowy” święty Mikołaj przekaże je w świąteczne przedpołudnie do trójki dzieci. Już nie możemy się doczekać zwieńczenia tej akcji zarówno ze względu na radość obdarowanych, ale i pytań o następną zbiórkę.

MT: Wielokrotnie miałam okazję obserwować Was w akcji. Zawsze byłam pełna podziwu dla Waszej energii, pomysłowości i chęci do pomagania. Jak to się stało, że zostaliście wolontariuszami i jaką rolę w Waszym życiu odgrywa działalność na rzecz innych?

MF: U mnie wolontariat zaczął się od poczucia, że niewystarczająco wykorzystuję swój wolny czas. Już w gimnazjum zgłosiłam się do mojej podstawówki z chęcią pomocy dzieciom na świetlicy. Swoją drogą to ta sama szkoła, z którą teraz współpracujemy jako Papierowa Rewolucja.  Zawsze z przymrużeniem oka śmieję się, że mam z wolontariatu egoistyczne korzyści. Robienie tego, co trzeba to dla mnie zdecydowanie za mało dla samorozwoju i wykorzystania życia na 100%, dlatego stawiam na to co sprawia mi satysfakcję, a w dodatku wywołuje radość u innych – na wolontariat!

MS: W moim przypadku na drogę z wolontariatem wkroczyłem przez totalny przypadek. Na jednej   lekcji religii w gimnazjum siostra zakonna zachęcała do włączenia się w pomaganie . Miałem dość dużo czasu do wykorzystania po lekcjach, więc stwierdziłem „ale… dlaczego by nie?” i poszedłem na wolontariat do świetlicy środowiskowej przy parafii świętej Rodziny. Niby spontaniczna, a jednak najlepsza w życiu decyzja. Jeden dzień tam przekonał mnie do tego, że praca wolontariusza ma sens. Zacząłem doceniać to co mam, bo byłem dzieckiem typu „inne dzieci mają lepiej” oraz dostrzegać problemy innych, w skrócie pomagając innym – pomagałem też samemu sobie.

MT: Jak wiecie na mojego bloga najczęściej zaglądają rodzice, którzy interesują się wspieraniem rozwoju swoich dzieci. Powiedzcie z własnej perspektywy, jakie zachowania dorosłych wzmacniają w młodych ludziach chęć do wolontariatu?

MF: W moim przypadku wolontariat był całkowicie indywidualną decyzją. Rodzice wręcz martwili się, że moja aktywność zaważy na nauce czy innych obowiązkach, jednak na pewno mieli na tę decyzję pośredni wpływ. W domu mówiło się o problemach na forum, oglądałam z programy przedstawiające trudną sytuację innych. Wydaje mi się, że nie nakładali na mnie „płaszcza ochronnego”, co od małego pokazywało mi, że należy doceniać to co się ma. Moim idolem jest przede wszystkim babcia, która nauczyła mnie dzielenia się. Odbierając mnie ze szkoły potrafiła obdarować wszystkie dzieci na przystanku cukierkami, czy zaprosić na obiad dzieci sąsiadów. Choć wtedy nie do końca to rozumiałam, teraz jest dla mnie bohaterką.

MS: To naprawdę trudne pytanie. Ciężko jest wybrać schemat, bo wszystko zależy od jednostki. W moim przypadku rodzice początkowo także prawie w ogóle nie wspierali mojej decyzji zostania wolontariuszem. Mówili, że nie będę miał czasu na naukę. Było to – i tu pewnie wszystkich zaskoczę –  bardzo motywujące, przynajmniej dla mnie! Brzmi to dziwnie, jednak trzeba przyznać, że młodzi ludzie uwielbiają się buntować. Wolontariat był w 100% moją  decyzją. Mogłem dzięki temu pokazać rodzicom „patrzcie, jaki jestem już dorosły!”. Wydaję mi się, że nie zostałbym wolontariuszem w momencie, gdyby rodzice przekonywaliby mnie do tego. Mimo wszystko nie można być całkowicie sceptycznie nastawionym do decyzji dziecka.  Gdyby nie późniejsze wsparcie mamy i taty – bardzo możliwe, że nie odpowiadałbym teraz na te pytania.

MT: Wasza działalność wolontariacka trwa już kilka lat. Co z perspektywy czasu dało Wam uczestnictwo w wolontariacie?

MF: Trudno na to odpowiedzieć w skrócie, jest tego tak wiele. Na pewno są to wszelkie umiejętności miękkie jak praca w grupie, czy komunikacja interpersonalna.  Wolontariat to kopalnia życiowych doświadczeń od pieczenia ciasta, przez rozwiązywanie konfliktów do wystąpień publicznych. Miało to też duży wpływ na wybór mojego kierunku studiów. Mogłam sprawdzić się w wielu rolach, dzięki czemu w pełni świadomie podjęłam tę decyzję. Ostatnią znaczącą kwestią jest planowanie dnia. Trzeba było się nauczyć godzić wiele obowiązków by nie popaść w powszechny dziś problem „braku czasu” . Teraz już wiem, że doba może trwać 25h, jeśli bardzo się o to postaramy.

MS:  Ja także długo mógłbym mówić o tym, co dał mi wolontariat. Najbardziej znacząca jest dla mnie sieć kontaktów. Podczas  mojej przygody z wolontariatem poznałem wiele ciekawych osób, a co najważniejsze, spotkałem Martynę. Nabrałem także optymistycznego nastawienia do życia, ponieważ okazało się, że nie ma rzeczy niemożliwych. Działanie w wolontariacie to poczucie bycia lokalnym superbohaterem.

MT: Dziękuję za Waszą energię i życzę Wam dalszych świetnych pomysłów!

Mama Terapeutka serdecznie poleca profil na FB: https://www.facebook.com/papierowarewolucja/

Ja Kobieta (nie) Idealna

25182016_1625085857580799_1916880937128751500_o

Sala pełna kobiet. Różny wiek, różny styl, różne oczekiwania. Choć na pozór łączy je tylko (lub aż) bycie kobietą, to w rzeczywistości podobieństw jest pewnie znacznie więcej. Każda z Pań przyszła tu po to, by pogłębić wiedzę o sobie i przygotować się do zmiany swojego sposobu myślenia, ubierania czy dbania o siebie. Pełne ciekawości, optymizmu i otwartości zasiadły 9 grudnia na swoich miejscach i kilka minut po 10 zaczęły świętować swoją (nie) idealność.

W ostatnią sobotę miałam okazję wziąć udział w warsztatach kobiecego wizerunku „Ja kobieta (nie) idealna” organizowanych przez konsultantkę ds. kreowania wizerunku Anię Butrym, Ninę Kaczmarek i Anitę Gałek z portalu Kobietowo.pl. Niełatwo było mi odnaleźć się w tej sytuacji po pierwsze dlatego, że każde rozstanie z moją półroczną Kruszyną stale napawa mnie niepokojem, po drugie dlatego, że częściej bywam prowadzącą niż uczestniczką warsztatów. Mając jednak z tyłu głowy swój cel nadrzędny, czyli „odetchnij i wrzuć na luz” zatopiłam się w słowach prowadzących i totalnie wciągnęłam się w samą siebie.

1513158642445199

Zaczęłyśmy od poznawania siebie. W moim przypadku to było bardziej „przypomnienie o sobie”, bo wszystko o czym pomyślałam i czego się dowiedziałam w trakcie ćwiczeń wiedziałam już dawno, ale przesypałam tę wiedzę macierzyńskimi obowiązkami. Otworzyłam więc po dłuższym czasie swój wewnętrzny skarbiec zasobów, spojrzałam w oczy mojemu odwiecznemu demonowi i z lekkim sercem oraz poczuciem uporządkowania ruszyłam przyglądać się swojej fizyczności.

Odkąd urodziłam Lilę słyszę tylko: „wyglądasz kwitnąco”, „macierzyństwo Ci służy” i z dumą muszę powiedzieć „To prawda!”. W końcu spełniło się moje największe marzenie, więc dlaczego mam wyglądać inaczej? Jednak wiadomo, że kobieta zawsze znajdzie w sobie coś, co mogłaby zmienić i ja absolutnie nie jestem wyjątkiem od tej reguły! Dlatego też z ogromnym zainteresowaniem odnotowywałam każdy szczegół dotyczący charakterystyki mojej sylwetki, odpowiednich dla mnie fasonów, trików na „podniesienie oka”  czy produktów, które powinny wypełnić moją podstawową kosmetyczkę. Oczami wyobraźni widziałam siebie przechadzającą się wśród sklepowych regałów, przymierzającą te piękne koszule, koronkowe haleczki i wymarzone botki z wycięciem… Może i był to moment dla rozwoju mojej kobiecej próżności, ale jakże było mi z tym dobrze!

W trakcie spotkania nie zabrakło również czasu na refleksję nad zdrowiem. Nie wiem, jak to wygląda u innych początkujących Mam, ale przez pierwsze miesiące życia mojej córy koncentrowałam się przede wszystkim na niej. Poznawałam jej zwyczaje, upodobania, potrzeby i odkrywałam najbardziej odpowiednie metod ich zaspakajania. Właściwie dopiero teraz, po pół roku, mam takie poczucie, że w moim życiu zrodziła się przestrzeń na dokładne przyjrzenie się sobie. Słuchając rad specjalistek – dietetyczki, fizjoterapeutki i kosmetolog wzięłam, dokładnie pod lupę to, co zauważyłam u siebie już wcześniej, ale nie znajdowałam czasu na dogłębną analizę. Wyciągnęłam z szuflady przygotowaną dla mnie dietę, wyrzuciłam olej w plastikowej butelce, umówiłam się na badania kontrolne i znalazłam zajęcie na zdrowy kręgosłup. Przyznam szczerze, że nigdy nie spodziewałam się jak bardzo Lilka zwiększy moją motywację. Teraz wiem, że muszę być zdrowa dla niej, aby móc wspierać jej rozwój, umilać dzieciństwo i być dla niej przykładem. To niesamowicie energetyzujące myśli, przynajmniej dla mnie.

Po upływie 5 godzin, wzbogacona o cenną wiedzę, ale przede wszystkim konkretne postanowienia, (które podobnie jak inne uczestniczki spisałam czarno na białym), wróciłam do domu odprężona, stęskniona i wzmocniona! Przyznam szczerze, że największym źródłem mocy była dla mnie energia wszystkich tych przebojowych pań, z którymi spędziłam krótki wycinek mojego zaganianego życia. Uwielbiam towarzystwo kobiet, które pasjonują się tym co robią i pragną się rozwijać. Czas spędzony z Wami to zdecydowanie najfajniejszy prezent, jaki zrobiłam sobie sama w ostatnim czasie i kolejny dowód na to, że SIŁA JEST KOBIETĄ!

Dziękuję i do zobaczenia w lutym!

PS. Szczególne podziękowania dla wszystkich Prowadzących i Partnerek. Jesteście chodzącymi inspiracjami!

Mama Terapeutka

Zainspirowani Dobrem odc. 2 – o akcjach prowadzonych przez Caritas Szczecin opowiada koordynatorka Centrum Wolontariatu Sylwia Michałowska

1513001264522763

Mama Terapeutka: Centrum Wolontariatu Caritas w Szczecinie zawsze ma wiele ciekawych propozycji do zaoferowania, ale czas przedświąteczny co roku obfituje w różne ciekawe akcje. Opowiedz proszę, w jakie inicjatywy organizowane przez Caritas można zaangażować się w tym roku?

Sylwia Michałowska: W tym roku z wielką chęcią wzięliśmy udział w corocznej, 9-tej już, akcji Przystanek Wolontariat, w związku z czym od 4 do 8 grudnia do wszystkich Placówek Wsparcia Dziennego, które prowadzimy można było przynosić wykonane przez siebie dzieła takie jak nagrania piosenek, wiersze, obrazy, ale przede wszystkim własnoręcznie zrobione kartki świąteczne, które zostaną przekazane podczas corocznego Obiadu Bożonarodzeniowego 26 grudnia. Zwieńczeniem tego twórczego tygodnia były warsztaty robienia kartek świątecznych pod hasłem „Sztuka WolontARTiatu”, które odbyły się 8 grudnia w godzinach 15.30-17.00 w Placówce Wsparcia Dziennego „Św. Rodzina”. 8 grudnia zorganizowaliśmy także happening w centralnym miejscu Placu Grunwaldzkiego, gdzie nasi wolontariusze rozdawali karteczki z hasłami dotyczącymi wolontariatu i pracy, jaką w tym zakresie wykonuje Caritas. Chcieliśmy w ten sposób rozpocząć szereg aktywnych działań, mających na celu popularyzowanie idei wolontariatu, ale także pewnego rodzaju „odczarowanie” działalności naszej organizacji. Realizujemy wiele bardzo ciekawych inicjatyw, uczestniczymy w akcjach skierowanych do przeróżnych grup wiekowych i społecznych. Niestety, wciąż jeszcze wiele osób kojarzy Caritas wyłącznie z działalnością dobroczynną, jak datki, zbiórki żywności, czy odzieży, a my robimy o wiele więcej. Wspomniany przed chwilą happening realizowaliśmy w ramach prowadzonego przez nas projektu „Zagrajmy w Wolontariat”, w którym 14 Liderów Wolontariatu – licealistów i studentów – pokazuje dzieciom z naszym placówek, czym jest bezinteresowna pomoc osobom starszym i jak można to robić. W ten sam weekend, 8 i 9 grudnia działaliśmy w ogólnopolskiej zbiórce żywności „Tak, pomagam!”. Serdecznie dziękujemy wszystkim za zaangażowanie i udział w akcji. Grudzień jest też czasem realizacji Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, w związku z czym od 3 grudnia we wszystkich kościołach można kupić świece, a środki pozyskane z ich sprzedaży zostaną przeznaczone na realizacji prowadzonych przez cały rok programów pomocowych. W związku z organizowanych 26 grudnia Obiadem Bożonarodzeniowym dla osób bezdomnych, ubogich i samotnych, zapraszamy wszystkich chętnych do pomocy w obsłudze obiadu, urozmaiceniu spotkania grą na instrumencie, a także do przygotowywania, dających olbrzymią radość, upominków dla naszych gości.

MT: Chciałabym Cię zapytać nie tylko jako koordynatorkę centrum wolontariatu, ale również jako psychologa, czego wolontariat może nauczyć młodych ludzi?

SM: Wolontariat moim zdaniem nie tylko uczy konkretnych umiejętności, ale przede wszystkim kształtuje nas jako ludzi, wpływa na to jakie wartości wyznajemy w życiu, czym kierujemy się w swoich codziennych działaniach, jakie podejmujemy decyzje. Udział w organizowanych akcjach pozwala na poznanie wielu wspaniałych ludzi, nawiązanie przyjaźni na całe życie. Człowiek, jako istota społeczna, potrzebuje relacji, aby realizować swój potencjał i osiągać szczęście. Dodatkowo, wolontariat wzmacnia nasze poczucie kompetencji i przekonanie, że mamy realny wpływ na życie swoje i innych, przez co uczymy się także odpowiedzialności i stwarzamy sobie warunki do osobistego rozwoju. W obliczu zmian, z jakimi konfrontujemy się w XXI wieku wolontariat może być dla młodych ludzi szansą na zobaczenie realnego świata- bez filtrów, przeróbek, idealizacji. Dla wielu osób będziemy to pierwszy kontakt z ubóstwem, cierpieniem, czy niepełnosprawnością. Uważam, że w czasach, kiedy znacząca część treści prezentowanych młodym ludziom jest po prostu zniekształcona, to właśnie wolontariat staje się szansą na urealnienie naszej rzeczywistości, dzięki czemu wchodzenie w dorosłość, czy doświadczanie kryzysów nie będzie tak obciążające.

MT: Z własnych doświadczeń wiem, że rodzice czasami obawiają się o bezpieczeństwo swoich dzieci, które chcą wziąć udział w wolontariacie. Co mogłabyś im doradzić, żeby zmniejszyć ich poziom stresu?

SM: Całkiem naturalna wydaje się obawa rodziców przed tym, żeby ich dzieci działały w wolontariacie. Z tym obawami spotykam się dość często, ale też potrafię je w pełni zrozumieć. Przede wszystkim uważam, że w każdej instytucji, stowarzyszeniu, czy organizacji zajmującej się wolontariatem powinien być ktoś taki jak koordynator, pełniący niekiedy rolę mentora. Kiedy dziecko chce się zaangażować w jakieś działania, to rodzic na pewno powinien dopytać, czy taka osoba w danej organizacji istnieje. Warto byłoby się z nią skontaktować, a jeśli to możliwe umówić się na spotkanie i przedyskutować wszystkie interesujące nas kwestie. W przypadku niepełnoletnich wolontariuszy zawsze wymagamy zgody rodziców, a przy długoterminowym, czy systematycznym wolontariacie podpisujemy także umowy wolontaryjne. Zanim wyślemy nowego wolontariusza w konkretne miejsce przedstawiamy mu jego prawa i obowiązki, a w pierwszym spotkaniu, czy działaniu uczestniczymy wspólnie. Tym, co może pomóc w ograniczeniu stresu jest poznanie sposobu działania organizacji oraz tego, co konkretnie, gdzie i kiedy miałoby robić nasze dziecko. Jeśli tylko jest taka możliwość, to zachęcam, aby rodzice angażowali się w wolontariat razem z dziećmi, dzięki temu będą mieli okazję poznać miejsce gdzie ich pociecha spędza czas oraz ludzi, z którymi tam przebywa.

MT: Czy w akcjach organizowanych przez Caritas znajdą się jakieś propozycje, w które mogą zaangażować się jednocześnie rodzice i dzieci?

SM: Oczywiście. Jesteśmy wielkimi zwolennikami wolontariatu pokoleniowego. Zachęcamy do wspólnych działań nie tylko dzieci i rodziców, ale także dziadków, babcie, ciocie i wujków. Przykładowo wspólne robienie paczek dla osób samotnych i bezdomnych może być cenną lekcją dla dziecka i jednocześnie świetną okazją do wspólnej zabawy. Wolontariat systemowy m.in. w Placówkach Wsparcia Dziennego, które prowadzimy, jest również otwarty na rodziców. Jedyne co nas w tej kwestii ogranicza, to wyobraźnia, dlatego szczerze zachęcam do udziału w naszych działaniach – rodziców, dzieci i wszystkich pozostałych.

MT: Dziękuję za Twoją pozytywną energię i cenne informacje!

 

Mama Terapeutka serdecznie poleca profil na FB: https://www.facebook.com/cwcszczecin/ oraz stronę Caritas Archidiecezji Szczecińsko – Kamieńskiej: http://www.szczecin.caritas.pl/

Szaleństwo na dziale dziecięcym – jak wybierać zabawki dla dzieci?

20171205_124139(1)

Barbie z interaktywnym koniem, piesek Lucy z różowymi kokardkami, gumowe figurki bohaterów Psiego Patrolu … – czyli totalny świąteczny obłęd w toku!

Jak nie dać się zwariować? I jakie zabawki faktycznie warto kupować?

Jeśli spodziewacie się, że wskazówką przewodnią będzie – NIE kupuj zabawek konsumpcyjnych –  to jesteście w błędzie. Bo jak powiedział w jednym z wywiadów Jacek Hołówka: „Jeśli dziecko żyje w społeczeństwie konsumpcyjnym, musi mieć konsumpcyjne zabawki. W przeciwnym razie będzie miało ogromne poczucie krzywdy.

Kluczem jest zachowanie pewnej równowagi, po pierwsze dlatego żeby zadbać o prawidłowy rozwój swoich dzieci, a po drugie żeby nie zbankrutować. Jak to zrobić?

  • Przyjrzyj się dokładnie zabawkom, o których marzy Twoje dziecko i wybierz te, które wydają Ci się najbardziej rozwijające. Jeśli nie potrafisz dostrzec takich walorów, zdecyduj się na zakup jednej popularnej zabawki. To spowoduje, że Twoje dziecko nie będzie miało wrażenia „zalania” modnymi zabawkami, a bardziej doceni posiadanie tej jednej.
  • Przeglądaj katalog zabawek wraz z dzieckiem. Podpytuj co najbardziej mu się podoba, jak mógłby się tym bawić, dlaczego urzekła go akurat ta zabawka? Dzięki temu zobaczysz, co dla Twojego dziecka jest ważne i obierając to jako ważną wskazówkę, poszukaj razem z nim czegoś co wspólnie uznacie za fajne i pożyteczne.
  • Staraj się wybierać zabawki, które będą oddziaływać na wyobraźnię dziecka, rozwijać jego inteligencję, zdolności manualne itp. Tego typu przedmioty dłużej cieszą się zainteresowaniem dzieci, ponieważ stwarzają możliwość ciągłego wzbogacania i modyfikowania zabaw.
  • Ciesz się zabawkami wraz z dzieckiem – wykorzystaj jeden z fajniejszych przywilejów rodzicielstwa 🙂 Pamiętaj, że to my jesteśmy odpowiedzialni za zaszczepianie w dzieciach ciekawości. Nie traktuj więc zabawek jako zastępczych opiekunów, które zorganizują dziecku czas. Usiądź od czasu do czasu razem z nim, pokaż jakie Ty masz pomysły na zabawę i wskazuj dziecku nowe możliwości. Dziecięca wyobraźnia choć bujna, ma swoje granice, dlatego dobrze jest pomóc dziecku je poszerzać. Kierowanie się wspólną chęcią zabawy będzie dla Ciebie kolejną pomocą przy wyborze prezentu.
  • Nie ma nic złego w tym, by ofiarować dzieciom zabawki jako nagrody. Wykorzystuj jednak momenty, w których chcesz dziecko wyróżnić jakąś nagrodą do pokazywania, jak cenne są również rzeczy niematerialne np. wspólnie spędzony czas na grze planszowej, poszukiwanie skarbów natury w czasie spaceru itp. To wypełni dzieciństwo Twoich Szkrabów pięknymi wspomnieniami i wpłynie na cenione przez nie wartości.

W wielu sytuacjach problemem są sami dorośli, którzy nie potrafią się pohamować wybierając prezenty dla dzieci. Czasami wynika to z tego, że chcemy im zrekompensować swój brak czas lub dać im to, o czym sami marzyliśmy w dzieciństwie. Wszystko to jest niezwykle ważne, ale zawsze warto się zastanowić na tym, jakie skutki może to przynieść w dalszej perspektywie. Jeśli więc zależy nam na tym, by nasze Pociechy bardziej doceniały to co mają wyjdźmy na chwilę z działu zabawek, weźmy kilka głębokich oddechów, przyćmijmy nasze emocje racjonalnym myśleniem i pamiętajmy, że plastikowa figurka Kanciastoportego za miliony złotówek, nie była, nie jest i nigdy nie będzie gwarantem jego szczęścia. Tą gwarancją jesteś TY!

Życzę nam wytrwałości 🙂